The So-Called Low of Nature (II-III) (2002)
« wstecz
Zapisałem się do college'u, aby studiować naukę. Oczekiwano, że zostanę lekarzem albo co najmniej medycznym laborantem, więc większość moich lat studenckich spędziłem na wgryzaniu się w matmę, chemię i fizykę, trzymając się razem z przyszłymi naukowcami, chodząc na ich imprezy, dzieląc z nimi mieszkania, przysłuchując się rozmowom. Pamiętam szczególnie gorącą dyskusję na temat cytatu z Wittgensteina: „U podstaw całego nowoczesnego światopoglądu leży złudzenie, że tak zwane prawa natury są wyjaśnieniem jej zjawisk". Nas, przyszłych naukowców, dręczył ten cytat i napawał goryczą, bo wynikało z niego, że nauka nie może wyjaśnić wszechświata - może tylko zaoferować opisy zaobserwowanych rzeczy. Przez lata zdarzało mi się myśleć, że można by to ująć także jako problem muzyczny.
Ponieważ muzyka zrobiona jest z proporcji i liczb, i formuł, i schematów, zastanawiało mnie zawsze, co właściwie te liczby znaczą. Czy to same liczby generują pewne struktury, tworząc kontekst i znaczenie, i formę, czy może są one tylko przypadkowym produktem ubocznym jakichś innych, głębszych, bardziej tajemniczych procesów? Mój utwór The So-Called Laws of Nature stara się zgłębić "znaczenie" różnych procesów i formuł. Pojedyncze głosy są dosłownie identyczne - perkusiści grają cały czas te same schematy, wykonując unisonowe rytmy na trochę innych instrumentach. Większość instrumentów wykonawcy muszą zbudować samodzielnie. Niektóre schematy są między wykonawcami przesunięte w czasie. Czy muzyka rodzi się z tych schematów czy na przekór nim? Nie wiem, która odpowiedź jest prawidłowa, ale wiem, że w żadnym innym utworze nie zbliżyłem się do nauki tak bardzo.
[David Lang]
|