Aktualności
« wstecz
Dźwiękowy spektakl Harrisona Birtwistle’a
Dodano: środa, 16 września 2009
Ten bodaj najbardziej reprezentatywny dla Wielkiej Brytanii kompozytor, w którym wielu krytyków widzi wyspiarskiego Lutosławskiego, połączył w swym spektakularnym 50-letnim dorobku rytuał, teatr i melodię. Silnie udramatyzowaną muzykę Sir Harrisona Birtwistle’a zaprezentował w środę jeden z najbardziej cenionych przez niego zespołów – London Sinfonietta pod batutą Davida Athertona.
Twórczość Birtwistle’a (ur. 1934), choć można w niej znaleźć inspiracje Strawińskim, Schönbergiem, Webernem, Maessiaenem, Boulezem czy Stockhausenem, trudno jednoznacznie zaszeregować. Na mapie muzyki współczesnej stanowi ona bowiem kompletnie osobny świat. Nadzwyczaj skomplikowane utwory tego kompozytora- erudyty, laureata Nagrody Fundacji im. Ernsta von Siemensa – tzw. „Muzycznego Nobla”, toczą się na skraju archaizacji i nowoczesności w wielowymiarowych płaszczyznach, bo – jak często podkreśla sam twórca – interesuje go oglądanie tego samego wydarzenia z różnych perspektyw. Podczas monograficznego koncertu kompozytora na 7. Festiwalu Sacrum Profanum zaprezentowanych zostało jego siedem utworów, w tym trzy premierowo.
W teatralny nastrój wieczoru wprowadziło słuchaczy „Cortege” (2007) na czternastu ustawionych w półokręgu muzyków, z których każdy raz jest w tej grze akompaniatorem, a raz jako solista zajmuje centralne miejsce, co nadaje wykonaniu specyficzny wymiar muzycznego rytuału. Utwór, który mieliśmy okazję po raz pierwzy usłyszeć w Polsce, napisany został z myślą o znakomitych muzykach London Sinfonietty, podobnie jak wykonane również tego wieczoru i dedykowane temu znakomitemu zespołowi „Carmen Arcadiae Machanicae Perpetuum” ukazujące fascynacje kompozytora łączeniem naturalnych i sztucznych brzmień oraz skomponowane rok temu współczesne opracowanie utworu Johannesa Ciconii (XIVw.) „Virelai”. Bardziej śpiewnie i jakby nie z tej epoki zabrzmiały „Cantus Iamebus” (2004) oraz wyrosłe z czterogłoswego XVI-wiecznego motetu „Ut Hermiona Solus”.
W drugiej części koncertu wykonany został ostatni z trylogii utworów napisanych przez Harrisona Birtwistle’a w latach 1977-84 właśnie dla London Sinfonietty – „Secret Theatre”. To niemal magiczna w brzmieniu, wciagająca muzyka na 14-osobową orkiestrę, rządząca się tajemniczym zbiorem reguł. Podzieleni na dwie grupy – „cantus” i „continuum” instrumetaliści grają różne konstrukcje. Jedni te bardziej linearne, melodyczne, drudzy zdecydowanie harmoniczne. To taki formalny kompozytorski dyskurs z klasyczną zasadą głosu głównego i akompaniamentu. W tej kompozycji nie ma ról nad- i podrzędnych, a wszyscy muzycy prowadzą z sobą zgodny, równorzędny dialog, choć nie pozbawiony wybujałych niekiedy muzycznych wypowiedzi poszczególnych muzyków. I ten dźwiękowy dyskurs w wykonaniu tak fantastycznego zespołu, jak London Sinfonietta był nadzwyczaj interesujący. Tłumnie zgromadzona publiczność nagrodziła go żywą owacją.
Zdjęcia: Andrzej Rubiś
Zobacz także:
|