|
Aktualności
« wstecz
Frankfurter Allgemeine Zeitung o Sacrum Profanum
Dodano: czwartek, 16 października 2008
W oryginalnej scenerii
Festiwal muzyki poważnej Sacrum Profanum zachwyca Kraków
W operze Busoniego „Doktor Faust” wątpiącego Fausta nawiedzają trzej zagadkowi goście, którzy przedstawiają się jako „Studenci z Krakowa” i przekazują mu magiczną księgę. W tej scenie Faust mówi wszakże z zachwytem: „Mój stary, mój drogi Kraków”, jednak Busoni nadaje tej epifanii archaiczności swoją postępową oprawę muzyczną: cytat z atonalnej „Sonatina seconda” (1910). Tego typu przeciwstawność wciąż przychodziła na myśl podczas zadziwiającego festiwalu muzyki współczesnej w Krakowie. Była stolica Polski z Katedrą na Wawelu – miejscem koronacji i pochówku królów Polski – nie jest postrzegana jako centrum nowoczesnej sztuki, a przecież kiedyś była ośrodkiem awangardy: tutaj działał Tadeusz Kantor i jego legendarny teatr „cricot 2”, w którym zapoczątkowano nowoczesny, radykalny i antyiluzjonistyczny nurt teatralny nazywany „teatrem śmierci”. Dziś można poznać jego historię, odwiedzając małe muzeum. Jeszcze w tym roku ma zostać otwarty w Krakowie nowy budynek opery mogący pomieść 800 widzów. Może dzięki temu miasto stanie się znowu centrum moderny.
Kraków jako stolica muzyki współczesnej stał zawsze w cieniu festiwalu „Warszawska Jesień”, który od 1956 r. gościł takie sławy, jak Luigi Nono, Karlheinz Stockhausen, Hans Werner Henze, Pierre Boulez, John Cage, Mauricio Kagel i György Ligeti. W tamtych czasach „komunistycznej pustyni” festiwal był niewyobrażalnym wydarzeniem, stanowił niezwykle szerokie okno na świat. Minęły już jednak te heroiczne lata, a brak wystarczających środków finansowych spowodował znaczące zubożenie festiwalu. Kraków natomiast wykazał się podwójną inicjatywą. Od 2005 r., rokrocznie w listopadzie organizowany jest w tym mieście Festiwal Muzyki Polskiej. Ponadto, już po raz szósty odbył się festiwal Sacrum Profanum, który w tym roku poświęcony był wyłącznie twórcom i zjawiskom muzycznych Niemiec XX w. Niemiecki repertuar współczesny sięgał od „Die Sieben Todsünden”, Symfonii nr 2 Kurta Weilla aż po reanimację legendarnej formacji Kraftwerk wykonującej muzykę elektroniczną, której występ odbył się w hali przemysłowej fabryki stali w Nowej Hucie. Pozostałe koncerty miały miejsce w Muzeum Inżynierii Miejskiej lub w mającej duże znaczenie historyczne Fabryce Oskara Schindlera, w której niedługo ma powstać muzeum. Program festiwalu stanowił przekrojową prezentację repertuaru dwudziestowiecznych kompozytorów niemieckich: Hansa Wernera Henzego, Helmuta Lachenmanna, Karlheinza Stockhausena, Wolfganga Rihma i Heinera Goebbelsa. Koncerty zostały przyjęte niemalże entuzjastycznie.
Bardzo cieszy fakt, że niemiecka kultura spotyka się z tak dużą akceptacją, – o czym dowiadujemy się w Instytucie Goethego. A przecież obóz koncentracyjny Auschwitz jest oddalony zaledwie godzinę drogi samochodem od Krakowa. Dzielnica Kazimierz, którą przed Holokaustem zamieszkiwało siedemdziesiąt tysięcy Żydów, została pieczołowicie odnowiona. Turystom oferowane są przejażdżki po malowniczych miejscach oryginalnej scenerii „Listy Schindlera”. W rzeczywistości ludność żydowska była zapędzana do Podgórza i tam rozstrzelana lub deportowana do obozów. Krakowianie nie mają powodu, by Niemców miło wspominać: najsłynniejszy „importowany” utwór muzyczny wystawiony w grudniu 1944 r. w Krakowie to makabryczne „Krakauer Begrüßung” op. 54 Hansa Pfitznera, dedykowany jego przyjacielowi Hansowi Frankowi, który był odpowiedzialny za śmierć tysięcy Polaków i Żydów. To już jednak wydaje się być odległą historią – obecnie można się natknąć na antyrosyjskie resentymenty. Festiwalowe spektrum niemieckiej muzyki współczesnej sięgało od jej początków aż po najbardziej aktualnych twórców. Sacrum Profanum dostarczył wiele bogatych doświadczeń i wspomnień. „Voices” Henzego (1973), jego pieśń o ziemi zachowała zadziwiającą świeżość. Zakres środków stylistycznych zawartych w utworze nie oddziaływał tak mocno na słuchacza, jak dominujący ton znany z utworów Eislera i Weilla. Całość pozostawiała silne wrażenie, z pewnością dzięki doskonałej interpretacji London Sinfonietta pod dyrekcją Davida Athertona i wspaniałemu wykonaniu Victorii Simmonds (mezzosopran) i Alana Oke (tenor). Najobszerniej, bo aż w ciągu czterech wieczorów, prezentowana była twórczość Stockhausena: od „Kreuzspiel” (1951) po „Glanz” (2007) z cyklu „Licht”. Helmut Lachenmann, który występuje w roli lektora w swojej kompozycji „Zwei Gefühle”, chyba rzadko spotykał się z tak serdeczną otwartością. Jego kompozycja „Concertini”, która w 2005 r. zaskoczyła beztroską żwawością, w interpretacji Klagforum Wien pod dyrekcją Johannesa Kalitzke sprawiała wrażenie filigranowej, nerwowej materii dźwiękowej. Heiner Goebbels, zestawiając ze sobą różne style muzyczne, stanowi przeciwieństwo Henzego, Lachenmanna, Stockhausena, a także Wolfganga Rihma. Powołując się na Heinera Müllera, sięga również po zapomniane utwory, aby stworzyć z nich zarówno za pomocą samplera, jak również nie elektronicznie, pozorny chaos lub wirtuozyjną syntezę. Holenderskie zespoły Asko i Schönberg Ensamble pod dyrekcją Hansa Leendersa spisały się doskonale w obliczu tej różnorodności estetycznej. W systematycznym, poważnym podejściu niemieckich kompozytorów Polacy lubią dostrzegać prawdziwie niemiecką cechę, jednak z pewnością nie potraktowali przedstawionych utworów jako jednej całości.
Gerhard R. Koch, FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG (25 września 2008)
Zobacz także:
|
|