|
Aktualności
« wstecz
Die Welt podsumowuje Sacrum Profanum
Dodano: piątek, 17 października 2008
Stockhausen w fabryce Oskara Schindlera
Grupa Kraftwerk (dosł. "Elektrownia") w krakowskiej stalowni. Festiwal muzyczny
w Krakowie przybiera postać polsko–niemieckiego spotkania kulturalnego. Stereotypy pojawiają się natychmiast. Po włączeniu telewizora w pokoju krakowskiego hotelu ukazuje się w nim blondynka malująca sobie paznokcie przed popiersiem Hitlera, a oficer SS ryczy rozkazy. W następnej scenie ten sam oficer w koszuli nocnej w kwiatki, zachrypnięte szczekanie Hitlera do słuchawki telefonu i nagrane śmiechy zdradzają, że chodzi oczywiście o satyrę telewizji. Stereotypy są po to, by je demaskować i obalać. Ten właśnie cel przyświeca tej jesieni organizatorom szóstej edycji festiwalu "Sacrum Profanum”, poświęconej w całości muzyce niemieckiej XX-go wieku. Po obchodach festiwalu promującego Kraków jako Europejskie Miasto Kultury roku 2000 utrzymana została działalność Biura Festiwalowego, którego młody oddział organizuje obecnie pod hasłem "Sześć Zmysłów" cykl (...) imprez kulturalnych, w tym (...) festiwale muzyczne – wielkanocny - ze starą muzyką w mistrzowskim wykonaniu oraz (...) prezentujący muzykę polską w jej wszelkich historycznych i stylistycznych odmianach. Ponadto każdej jesieni rusza (...) "Sacrum Profanum', poświęcony co roku muzyce innego kraju. Podczas imprezy rozbrzmiewa w niekonwencjonalnym otoczeniu codzienności, czyt.: starych halach przemysłowych, współczesna, ale "uświęcona" muzyka. W ten sposób Kraków chce zastąpić na kulturalnej mapie Warszawę, gdzie słynna niegdyś "Warszawska Jesień" powoli chyli się ku zmierzchowi. Jednocześnie wydarzenie ma poruszyć nieco Kraków nostalgiczny, przyciągający turystów duchem włoskiego renesansu. I to się udaje – hale podczas koncertów są pełne, a młoda publiczność przysłuchuje się w zachwycie. Szósta edycja "Sacrum Profanum" poświęcona była niemieckiej awangardzie. Nawet jeśli w oficjalny stosunek Polski do Niemiec wdarło się niedawno swojego rodzaju ochłodzenie, festiwal wolny jest w założeniu od wszelkiego podłoża politycznego. Był natomiast największą do tej pory demonstracją niemieckiej muzyki w Polsce. Z okazji swoich 80-ych urodzin w centrum zainteresowania znaleźć się miał (także we własnej osobie) Karlheinz Stockhausen, jednak zaplanowane cztery koncerty w zniszczonej fabryce Oskara Schindlera przeobrazić się musiały w pośmiertny hołd oddany mistrzowi. Podczas gdy budynek administracji fabryki został już odrestaurowany i służyć ma w przyszłości celom wystawowym, zburzona hala montażowa stwarza tajemniczą (choć zimną) atmosferę dla utworów kompozytora, który odszedł niedawno z tego świata. To tutaj, w scenerii psychodelicznej gry świateł, Stockhausen z pierwszego, ale także z późniejszych okresów swej twórczości dał się poprzez swoje utwory poznać jako niestrudzenie szukający nowych dźwięków i form przedstawienia nonkonformista. Wystąpili najlepsi: Ensemble Modern z wdzięczną lekkością wykonał "Kreuzspiel" (1951) i "Kontra-Punkte" (1953), sławetny duet pianistów Ueli Wiget i Hermann Kretzschmar wdał się swoim wykonaniem "Mantry" (1970) w istny pojedynek klawiszowy, zapraszając słuchających do prawdziwej duchowej uczty. Grupa Theatre of Voices Paula Hilliera fascynująco i wymownie zaśpiewanym na sześć głosów przy niskim okrągłym stoliku "Stimmung" wprawiła w trans zachwyconą publiczność. Duet "Kontakte" (1960) równie precyzyjnie łączył brzmienia pianistki Sary Nicols i perkusisty Davida Hockingsa z London Sinfonietty, jak tworzył między nimi barierę - w czym nie mogło przeszkodzić nawet krótkie zwarcie. Asko|Schönberg zagrał "Glanz" (2007) oraz zaprezentował instalację o charakterze półscenicznym "Orchester-Finalisten" (1996), w której każdy z 13 występujących nie tylko stanowi część grupy, ale wykonuje także intrumentalno-pantomimiczną solówkę. Każdy z występów nagradzany był gromkim aplauzem publiczności - ten szybki przegląd twórczości Stockhausena udowodnił bowiem po raz kolejny wszechstronność i niezwykłą siłę innowacji kompozytora, a zniekształcony obraz ezoterycznej szarpaniny ostatnich lat zbladł w obliczu przemyślanego doboru dzieł. Chociaż prawdą jest, że Stockhausen jako jedyny kompozytor niemiecki przełomu lat 60-ych i 70-ych cieszył nieomal statusem gwiazdy, to młody i pełen pomysłów dyrektor artystyczny Festiwalu Filip Berkowicz świadomie zdecydował się na to, by wydarzenie rozpocząć i zakończyć reprezentatywnymi koncertami najbardziej znanych twórców. W pierwszy wieczór, gdy nastrojowo rozbrzmiały utwory Kurta Weilla, Ute Lemper zaprezentowała najwyższą formę w swej pozbawionej manieryzmu interpretacji "Die Sieben Todsünden" ("Siedem grzechów głównych"). Artystce towarzyszyła Sinfonietta Cracovia pod batutą Marca Minkowskiego. Następnie w starym składzie tramwajowym Muzeum Inżynierii Miejskiej odbyły się pomysłowo powiązane ze sobą, częściowo premierowe i prapremierowe koncerty utworów Hansa Wernera Henzego, Wolfganga Rihma, Heinera Goebbelsa oraz osobisty występ Helmuta Lachenmanna czytającego swoją kompozycję "Zwei Gefühle" ("Dwa uczucia"). Punktem kulminacyjnym i jednocześnie zamykającym festiwal był oczywiście występ uznawanej za prekursorów muzyki techno i docenianej także w Polsce formacji Kraftwerk. Dla tego koncertu nie mogło być chyba lepszej sceny niż hala stalowni w modelowym mieście satelickim ery socjalizmu – Nowej Hucie. Obecnie byłe zakłady Stalina należą już do pewnego Hindusa, a centralny plac dzielnicy od dawna nosi imię Ronalda Reagana. A jednak dziwnie nieco prezentuje się pełna hala grzmiąca do starych klipów, wraz ze zwykle poruszającymi się po scenie jak roboty muzykami z Kraftwerk "Wir fahren auf der Autobahn" ("Jedziemy autostradą"). Tu, w mieście, które od Auschwitz dzieli zaledwie godzina jazdy samochodem, a w byłej żydowskiej dzielnicy Kazimierz, tętniącej swym nowym, nocnym życiem, z dumą pokazywane są miejsca, gdzie powstawały kadry filmu "Lista Schindlera". Organizatorzy "Sacrum Profanum" pracują już nad przyszłoroczną edycją, poświęconą Anglii. (...)
Manuel Brug, DIE WELT, 15 października 2008
Zobacz także:
|
|