![]() |
|
|
|||||
|
Aktualności« wsteczAnglicy o Sacrum Profanum: nowatorski festiwal
Dodano: środa, 15 października 2008
Przegląd muzyczny: Kraftwerk
6. Festiwal Sacrum Profanum to jedno z najciekawszych cyklicznych wydarzeń jesieni. Charakter tego młodego lecz nowatorskiego festiwalu znacznie odbiega od podobnych imprez krakowskich. Sacrum Profanum idzie o krok do przodu, organizując zarówno koncerty współczesnej muzyki klasycznej jak i popu czy muzyki elektronicznej XX i XXI wieku. Tegoroczny festiwal obfitował w koncerty godne polecenia (Karlheinz Stockhausen w fabryce Schindlera był naprawdę niesamowity), a punktem kulminacyjnym okazał się niewątpliwie występ członków legendarnego zespołu Kraftwerk. Dawno wyprzedane bilety, historyczne trzy wieczory w hali ocynowni chemicznej Arcelor Mittal w Nowej Hucie. Niezwykłość tego zespołu przejawia się w jego niesłabnącej popularności wśród kolejnych pokoleń fanów. Zespół wjechał do fabryki firmowym autobusem (oczywiście nie mogło być tradycyjnie). Podstarzali rockmeni, obok konserwatywni 50-latkowie w garniturach, obściskująca się para uczniów liceum opartych o dziennikarza po 30-ce uświadamiającego 70-letnią babcię, jaką muzykę za chwilę usłyszy. Niesamowity widok. Niewiele zespołów na świecie może się pochwalić takim przekrojem demograficznym swoich fanów... A muzyka? Ciągle obecna historyczna ironia na temat niemieckiego zespołu śpiewającego po polsku w fabryce stali wybudowanej przez Sowietów wystarczy, aby dreszcz przeszedł po plecach. Fakt, że zespołem tym był Kraftwerk, przekształcił ten dreszcz w elektroniczny wstrząs poruszający wnętrzności od nadmiaru wrażeń wizualnych oraz precyzji każdego wydobytego z syntezatora bitu. Podczas oszałamiającego 2-godzinnego koncertu zespół zagrał większość swoich największych przebojów z prawie 40-letniej kariery. Kwartet pozostał stoicki jak zawsze, a każdy muzyk sumiennie trwał przy swoim instrumencie. Sposób w jaki uderzali, klikali i przekręcali klawisze nie pozostawiał wątpliwości, że jest to ich wielka pasja. Nudne może wydać się oglądanie podstarzałych Niemców pozornie układających pasjansa przez 2 godziny, jednak jest coś tak kuszącego i intrygującego w ich scenicznej szczerości, co sprawia, że koncert przypomina grę, w której należy odgadnąć, kto i kiedy steruje którym dźwiękiem. Spektakularne efekty wizualne towarzyszące występom również spełniły oczekiwania publiczności. Imponująca akustyka hali fabrycznej sprawiała, że ściany budynku drżały przy każdorazowym użyciu turbo basu. Zespół bisował dwa razy. W pierwszej części występowały roboty przypominające samych wykonawców (chociaż podobieństwo jest trochę naciągane, ponieważ dwóch muzyków odeszło od grupy, a dwóch kolejnych postarzało się znacznie od czasu, kiedy skonstruowano roboty na początku lat 70.). W drugiej części wystąpili sami muzycy w garniturach z lycry ozdobionych neonowymi pasami. Nie ma wątpliwości, że występy Kraftwerk były niepowtarzalnym doświadczeniem, które będzie odbijać się echem w Krakowie jeszcze przez długi czas.Zobacz także:
|
|
|||||